Posty

(kilka dni później)

  Próbował zatamować krwawienie, uciskał ranę ręką i ze wszystkich pozostałych sił starał się nie stracić przytomności. Był może dwa bloki od swojego mieszkania, szedł opierając się o ścianę. Czuł jak ciepła krew powoli spływa po jego przedramieniu i dłoni. W głowie powtarzał sobie tylko by wytrzymać, by dojść do mieszkania, gdzie będzie bezpieczny, opatrzy ranę i przeanalizuje gdzie popełnił błąd, co zrobił nie tak. Zadanie wykonane, ale nie wszystko poszło zgodnie z planem. Więc szedł powoli, niczym ranny pies szukający bezpiecznej kryjówki by wylizać rany. Widział już drzwi od klatki, jeszcze parę kroków i będzie ocalony. Głos w jego głowie powtarzał mu raz po raz: „Dasz radę żołnierzu!” słuchał go i niemal powtarzał na głos jak mantrę. Tylko parę schodów dzieliło go od celu, ostatkiem sił pokonywał je niczym himalaista wspinający się na K2. Korytarz, odbijał się od ściany do ściany, ale szedł. Wyszukał klucze i wkładając je do zamka usłyszał szelest otwieranych drzwi. Mechanicz...

(następnego dnia)

  Kolejna noc, która nie należała do dobrych stała się faktem. Ten sam sen, ten sam jego koniec. Te same twarze, mówiące te same słowa, które nawet teraz po przebudzeniu odbijały się echem w jego głowie. Racjonalna część jego świadomości wiedziała, że to jego słowa, że sumienie, a raczej jego wyrzuty w ten właśnie sposób szepczą do niego co noc, jak czuła kochanka wiodąca ku zgubie swego oblubieńca. Tylko, że reszta jego jestestwa była oporna na tą wiedzę. Jak każdego ranka zaparzył kawę i nalał gorący napój do ulubionego kubka, usiadł przy stole i próbując się obudzić upił pierwszy łyk. W mieszkaniu panowała cisza, która mu odpowiadała, była ukojeniem po nocy pełnej krzyków w jego głowie. Nim sobie to uświadomił jego myśli powędrowały ku niej, co się z nią dzieje, kim jest, dlaczego uciekała? Lecz każde pozostawało bez odpowiedzi. Tylko na jedno znalazł prostą odpowiedź, na to, które jego duszy wydało się najważniejsze, czy chciałby ją jeszcze ujrzeć? Głośno i wyraźnie odpowiedzia...

(następnego ranka)

  Obudził się zlany potem, kolejna koszmarna noc z koszmarnymi snami. Szybko poszedł pod prysznic, próbując zmyć z siebie grozę nocy, twarze z przeszłości, usłyszał hałas na korytarzu. Owinięty w ręcznik, znaczył mokry szlak wprost do drzwi wejściowych. Odsunął klapkę wizjera i przybliżył oko. W zaciemnionym korytarzu zobaczył ją, szła powoli co chwila oglądając się za siebie. Nawet z tej odległości potrafił dostrzec, że płakała. Niosąc niemowlę na ręku, co chwila odwracała głowę, oczekując ataku w plecy, a może szukając pomocy wśród sąsiadów. Mimo tej zgarbionej postawy, wystraszonego wzroku, łez płynących po policzkach, było w niej coś pięknego, hipnotycznego. Nie potrafił oderwać od niej wzroku. Patrzył bezradny jak schodzi po schodach i gdy zniknęła z pola widzenia stał jeszcze przez chwilę z okiem przyklejonym do wizjera, niczym posąg na skalistym brzegu wypatrujący statków zawijających do portu. Dokończył prysznic i powrócił do własnego życia. Trzymając w ręku kubek z świeżo ...

(teraźniejszość)

       Właśnie po raz kolejny miał odtworzyć w swojej głowie przebieg tej bitwy, gdy ktoś z tłumu potrącił go przywracając go do rzeczywistości. Usłyszał jedynie za swoimi plecami: „kurwa uważaj jak chodzisz” i szybkim krokiem poszedł przed siebie. Skręcił w kolejną przecznicę, minął człowieka handlującego z bagażnika kradzionym sprzętem audio, paru dilerów i jakąś prostytutkę. Pokonał jakieś pięćdziesiąt metrów znów skręcił, wszedł w zatłoczoną ulicę, powoli lawirując pomiędzy morzem przechodniów wreszcie doszedł do swojej ulubionej knajpki, zajął miejsce przy oknie i cierpliwie czekał, aż ta sama kelnerka jak co dzień przyjmie od niego to samo zamówienie. To już stawało się tradycją, a miejsce mimo panującego tu ruchu zawsze na niego czekało. Dzień dobry. Co panu podać? - ciepłym miękkim głosem zapytała kelnerka – To samo co zwykle? Czy może skusi się pan na delikatną brazylijską z nutą wanilii? Mamy też wyśmienite latte. Dzień dobry, poproszę to samo co zwykle, p...

(dwa lata wcześniej)

       Słońce powoli pojawiało się nad zarysem gór, które mijali po prawej. Ostre krawędzie skał wbijały się w rozżarzoną świetlistą kulę, próbując bezskutecznie ją pociąć swoimi wierzchołkami. Syzyfowa praca trwała tutaj od zarania dziejów, od momentu ich powstania i będzie kontynuowana na długo po tym jak Ci dziwni ludzie w mundurach odejdą. Gorące słońce nie pozostawało im dłużne, paliło wierzchołki blaskiem swoich promieni i pięło się wyżej uciekając przed ostrymi krawędziami gór. Wszędzie tylko piasek i góry, gdzieniegdzie jedynie szybko przemknęła jaszczurka, szukając schronienia przed ognistym olbrzymem wyłaniającym się zza szczytu. Piaskowy krajobraz, tak nieprzyjazny i wymagający nie przeszkodził ludziom osiedlić się kilka kilometrów dalej. Małe niskie domki powciskane niemalże w zbocza gór, jak gdyby i one chciały się schować przed upałem. Studnia umieszczona w centralnej części tego ludzkiego przybytku była jedynym źródłem wody pitnej w promieniu wielu kil...

(następnego ranka)

       Obudził go cichy szmer dochodzący zza ściany. Bezwiednie sięgnął po broń, która zawsze leżała pod poduszką. Mięśnie napięły się wyczekująco, w dłoni poczuł znajomy chłód beretty, nie chciał tego przed sobą przyznać ale lubił ten stan gotowości, napięcia przed walką. W mgnieniu oka był gotów wyskoczyć z łóżka i zaatakować, jego ciało było maszyną niosącą śmierć, doskonale wyszkoloną i zawsze w pełnej gotowości. Tym razem jednak nie było to konieczne. Te szmery dochodziły od sąsiadów. Uświadomiwszy to sobie, przyjemne napięcie opadło tak szybko jak się pojawiło. Skoro i tak nie zaśnie, wstał i zrobił sobie kawę. Zaciągnął się jej aromatem i zrobił łyk. Kolejna rzecz, którą lubił, codzienne rytuały. Upajając się smakiem i aromatem dopił ją spokojnie i przeszedł do kolejnego stałego punktu poranka. Włączając radio zaczął ćwiczyć. Po godzinie przestał, zmęczony, ale szczęśliwy z ich wyników. Szybki prysznic i pora ruszać w miasto. Szczelnie zamknął za sobą drzwi i ...

(tydzień później)

     Każde kolejne zadanie jakiego się podejmował niszczyło go coraz bardziej, chciał z tym skończyć, ale to jedyne co potrafił i robił to dobrze. Za każdym razem zasada „3xS” działała bez zarzutu. Zasadę tą przyswoił sobie od swojego przełożonego w zamierzchłych czasach, była prosta i dawała rezultaty. Zasada „3xS” to nic innego jak: Szybko, Sprawnie, Skutecznie. Ta zasada często ratowała mu życie, weszła w krew, stała się częścią jego egzystencji, pomagała nie tylko w pracy, lecz również w codziennym życiu. Tak też było i tym razem. Pewnego pochmurnego wieczoru, chyba wtorkowego, nie był pewien co to za dzień, bo te już dawno zaczęły zlewać się w monotonną całość. Tak to chyba jednak był wtorek. Wszedł po cichu na dach jednego z bloków mieszkalnych nieopodal parku, z tego miejsca miał bardzo dobry widok na całą okolicę. Wygodnie się rozlokował i czekał, to też potrafił, robił to niemal całe życie. Czarna kewlarowa kamizelka taktyczna, do tego wojskowe buty, spodnie poto...

Nomad

  Był pochmurny wieczór, księżyc mimo wielu starań nie mógł przedostać się przez ołowianą kurtynę spowijającą miasto. Szedł powoli, ostrożnie stawiając kroki, jak gdyby nie chciał zbudzić czającego się gdzieś w oddali zła. Czuł jego obecność, lecz nie był jeszcze gotowy na spotkanie, nie miał wystarczająco dużo sił na konfrontację. Jedyne, czego chciał to odpocząć, zapaść w błogi twardy sen. Potrzebował tego, nawet jeśli i tej nocy nawiedzać będą go te koszmarne sceny z poprzedniego życia. Życia, które zdawało się tak odległe, tak nierealne, tak obce, jak te sny. Mimo pełzającego gdzieś pod skórą strachu, marzył o śnie, o wytchnieniu. Nie mógł pozwolić sobie na dekoncentrację, nie teraz gdy był tak blisko. Do mieszkania zostały mu dwie przecznice. Poruszał się cicho jak kot, pomimo znajomości terenu jego zmysły nadal były wyostrzone do granic możliwości. Rejestrował każdy szmer, każdy ruch cieni, rejestrował wszystko, robił to mimowolnie, naturalnie. Jedyny plus przeszłości, jeden ...