(kilka dni później)
Próbował zatamować krwawienie, uciskał ranę ręką i ze wszystkich pozostałych sił starał się nie stracić przytomności. Był może dwa bloki od swojego mieszkania, szedł opierając się o ścianę. Czuł jak ciepła krew powoli spływa po jego przedramieniu i dłoni. W głowie powtarzał sobie tylko by wytrzymać, by dojść do mieszkania, gdzie będzie bezpieczny, opatrzy ranę i przeanalizuje gdzie popełnił błąd, co zrobił nie tak. Zadanie wykonane, ale nie wszystko poszło zgodnie z planem. Więc szedł powoli, niczym ranny pies szukający bezpiecznej kryjówki by wylizać rany. Widział już drzwi od klatki, jeszcze parę kroków i będzie ocalony. Głos w jego głowie powtarzał mu raz po raz: „Dasz radę żołnierzu!” słuchał go i niemal powtarzał na głos jak mantrę. Tylko parę schodów dzieliło go od celu, ostatkiem sił pokonywał je niczym himalaista wspinający się na K2. Korytarz, odbijał się od ściany do ściany, ale szedł. Wyszukał klucze i wkładając je do zamka usłyszał szelest otwieranych drzwi. Mechanicz...