Nomad
Był pochmurny wieczór, księżyc mimo wielu starań nie mógł przedostać się przez ołowianą kurtynę spowijającą miasto. Szedł powoli, ostrożnie stawiając kroki, jak gdyby nie chciał zbudzić czającego się gdzieś w oddali zła. Czuł jego obecność, lecz nie był jeszcze gotowy na spotkanie, nie miał wystarczająco dużo sił na konfrontację. Jedyne, czego chciał to odpocząć, zapaść w błogi twardy sen. Potrzebował tego, nawet jeśli i tej nocy nawiedzać będą go te koszmarne sceny z poprzedniego życia. Życia, które zdawało się tak odległe, tak nierealne, tak obce, jak te sny. Mimo pełzającego gdzieś pod skórą strachu, marzył o śnie, o wytchnieniu. Nie mógł pozwolić sobie na dekoncentrację, nie teraz gdy był tak blisko. Do mieszkania zostały mu dwie przecznice. Poruszał się cicho jak kot, pomimo znajomości terenu jego zmysły nadal były wyostrzone do granic możliwości. Rejestrował każdy szmer, każdy ruch cieni, rejestrował wszystko, robił to mimowolnie, naturalnie. Jedyny plus przeszłości, jeden z niewielu jego wyszkolenia. Godzin treningu i godzin spędzonych w terenie. Jeszcze tylko dwadzieścia metrów i będzie bezpieczny, będzie mógł zmyć z siebie brudy dzisiejszego dnia i wieczoru. Bezpieczeństwo prawie zapomniał co to znaczy, jakie to uczucie. Powoli zapominał o wszystkim co pozytywne, powoli zatracał się w tej ciemności jego duszy. Otwierając drzwi pozwolił sobie na lekkie rozluźnienie, mógł sobie na to pozwolić. Zamknął za sobą szczelnie drzwi i całe nagromadzone napięcie zeszło. Sam przed sobą udawał normalność. Przygotował posiłek z uporem maniaka krojąc warzywa w drobną kostkę, później prysznic i upragniony sen. Szybko wpadł w objęcia Morfeusza, po tym męczącym, długim dniu.
Komentarze
Prześlij komentarz