(tydzień później)

    Każde kolejne zadanie jakiego się podejmował niszczyło go coraz bardziej, chciał z tym skończyć, ale to jedyne co potrafił i robił to dobrze. Za każdym razem zasada „3xS” działała bez zarzutu. Zasadę tą przyswoił sobie od swojego przełożonego w zamierzchłych czasach, była prosta i dawała rezultaty. Zasada „3xS” to nic innego jak: Szybko, Sprawnie, Skutecznie. Ta zasada często ratowała mu życie, weszła w krew, stała się częścią jego egzystencji, pomagała nie tylko w pracy, lecz również w codziennym życiu.

Tak też było i tym razem. Pewnego pochmurnego wieczoru, chyba wtorkowego, nie był pewien co to za dzień, bo te już dawno zaczęły zlewać się w monotonną całość. Tak to chyba jednak był wtorek. Wszedł po cichu na dach jednego z bloków mieszkalnych nieopodal parku, z tego miejsca miał bardzo dobry widok na całą okolicę. Wygodnie się rozlokował i czekał, to też potrafił, robił to niemal całe życie. Czarna kewlarowa kamizelka taktyczna, do tego wojskowe buty, spodnie potocznie zwane bojówkami i czapka z daszkiem, cały jego strój roboczy. Nie był on konieczny, ale życie nauczyło go być przygotowanym na każdą ewentualność, nawet na tą najgorszą. Położył się wygodnie i czekał. Nasłuchiwał czy przypadkiem ktoś się nie zbliża. Czy jakaś młoda para, bądź paczka znajomych nie wpadła na pomysł spędzenia czasu na piciu i zabawie w tym miejscu. W duchu miał nadzieje, że nie będzie musiał pozbywać się światków, nie chciał eliminować cywili. To zastanawiające, że nawet po takim czasie używał tego słowa, że nadal ludzie, społeczeństwo kojarzyło mu się właśnie z tym stwierdzeniem. Leżał i czekał, starał się nie myśleć, koncentrował się jedynie na zadaniu, na odpowiednim zgraniu w czasie, na swojej precyzji i pewnej ręce. Choć wiedział, że i tak wszystko rozegra się mimowolnie, kiedy zobaczy cel na czystej pozycji, jego palec po prostu pociągnie za spust. Później zacznie działać jak w transie, wszystkie ruchy, czynności będą szybkie, bezbłędne. Na opuszczenie terenu działań ma jedynie dwie minuty. Niby nie musi się spieszyć, ale nie można sobie odpuszczać, on nie potrafi. Już wtedy, w tamtym życiu stawiał sobie poprzeczkę bardzo wysoko, czasem aż zbyt wysoko i zapłacił za to wysoką cenę. Odgonił od siebie myśli o przeszłości, musiał by wypełnić misję. Wykonał parę obrotów głową by rozluźnić kark i wrócił do czekania

Wszystko wydarzyło się błyskawicznie. W mieszkaniu na czwartym pietrze bloku naprzeciwko zapaliło się światło. Przysunął oko do lunety, sprawdził cel, mimowolnie jego usta wykrzywiły się we wrednym uśmiechu, a palec po prostu nacisnął spust. Ołowiany pocisk powędrował w cel, nastąpiło bezpośrednie trafienie. Jeszcze jedno szybkie spojrzenie czy aby na pewno i zaczynała się druga faza planu. Szybkimi, dobrze wyćwiczonymi ruchami spakował broń do futerału po gitarze. Długi czarny skórzany płaszcz, który był schowany jednym spranym ruchem znalazł się na jego właścicielu, który zaczął opuszczać dach. Zostało trzydzieści sekund. Szybko schodził po schodach. Może ciut za szybko. Otwierając drzwi od klatki schodowej uderzył go delikatny podmuch zimnego jesiennego wiatru. Odetchnął głęboko i oddalił się w kierunku parku. Zwolnił kroku, szedł spokojnie na wpół oświetlonymi alejkami. Słyszał ryk syren za sobą. Wiedział gdzie i po co jadą. Nim dotarły na miejsce, on zniknął w jednej z ulic.

Komentarze