(kilka dni później)
Próbował zatamować krwawienie, uciskał ranę ręką i ze wszystkich pozostałych sił starał się nie stracić przytomności. Był może dwa bloki od swojego mieszkania, szedł opierając się o ścianę. Czuł jak ciepła krew powoli spływa po jego przedramieniu i dłoni. W głowie powtarzał sobie tylko by wytrzymać, by dojść do mieszkania, gdzie będzie bezpieczny, opatrzy ranę i przeanalizuje gdzie popełnił błąd, co zrobił nie tak. Zadanie wykonane, ale nie wszystko poszło zgodnie z planem. Więc szedł powoli, niczym ranny pies szukający bezpiecznej kryjówki by wylizać rany. Widział już drzwi od klatki, jeszcze parę kroków i będzie ocalony. Głos w jego głowie powtarzał mu raz po raz: „Dasz radę żołnierzu!” słuchał go i niemal powtarzał na głos jak mantrę. Tylko parę schodów dzieliło go od celu, ostatkiem sił pokonywał je niczym himalaista wspinający się na K2. Korytarz, odbijał się od ściany do ściany, ale szedł. Wyszukał klucze i wkładając je do zamka usłyszał szelest otwieranych drzwi. Mechanicznie odwrócił głowę i spojrzał w miejsce z którego dochodził ten dźwięk. Zobaczył ją w jasnej poświacie światła z korytarza jej mieszkania, wyglądała jak anioł, blond loki opadały na jej policzki, te oczy, które gdy pierwszy raz je ujrzał płakały teraz patrzyły na niego, czuł ten wzrok na sobie. Jak przez mgłę widział jej usta, wydały mu się piękne. Skinął jedynie głową, przekręcił klucz w zamku i ogarnęła go ciemność.
Otworzył oczy, czuł się jak po spotkaniu z ciężarówką. Bolał go bark i ramię, w ustach czuł suchość, miał wrażenie, że zaraz rozsadzi mu głowę. Próbował się poruszyć, było to trudne zadanie w stanie, w jakim się obecnie znajdował. Ręką powoli starał się wyczuć chłód broni, która powinna leżeć gdzieś obok niego. Lekko się przeraził gdy nie znalazł jej blisko siebie. Zawsze spał z bronią, zawsze nawet gdy trochę wypił nie zapominał by położyć broń w swoim zasięgu. Otworzył szerzej oczy, powoli rozejrzał się po mieszkaniu. Nie zauważył nic niepokojącego. Poprawił się na kanapie i próbował omieść spojrzeniem pozostałą część domu. Wzrok wędrował po meblach, ścianach, podłodze. I właśnie wtedy zobaczył ją, stała w kuchni plecami do niego i coś przygotowywała. Wpatrywał się w jej nogi, których zgrabność podkreślały dopasowane jeansy, napawając się tym widokiem przesunął spojrzenie wyżej na okrągłą, kształtną pupę, nie mógł się oprzeć wrażeniu, że śni, że to co się dzieję nie jest realne, to tylko wytwór jego wyobraźni, albo wpływ utraty krwi. Mimo tego patrzył dalej, na talię, na blond loki opadające na białą bluzkę na ramiączka. Z zachwytem podziwiał jej jasną cerę na ramionach. Popatrzył na nią całą i nadal nie potrafił uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Nie mogąc oderwać od niej wzroku poprawił się na kanapie, robiąc to tak niezdarnie, że upadł na podłogę. Natychmiast się odwróciła, uśmiechnęła się i podeszła do niego szybkim krokiem. Bez słowa pomogła mu znów położyć się na kanapie. Chciał się do niej uśmiechnąć, podziękować ale spierzchnięte usta odmówiły posłuszeństwa. Jak gdyby nigdy nic wróciła do poprzedniego zajęcia. Leżał w bezruchu, z zamkniętymi oczami i starał się usnąć, w myślach marząc o tym by to nie był sen. On silny, niemalże pozbawiony skrupułów, bezuczuciowy mężczyzna w kwiecie wieku, teraz czuł się jak nastolatek w liceum gdy po raz pierwszy podchodzi do dziewczyny, która mu się podoba. Język odmawia posłuszeństwa, gdyby stał nogi zapewne byłyby jak z waty. Zastygł na kanapie w obawie, że jakikolwiek ruch sprawi, że ona zniknie. Otworzył oczy, była tam, więc może to nie jest sen na jawie. Znów odpłynął. Nie wiedział ile to trwało, stracił poczucie czasu. Gdy ponownie odzyskał świadomość było już ciemno.
Komentarze
Prześlij komentarz