(następnego ranka)
Obudził go cichy szmer dochodzący zza ściany. Bezwiednie sięgnął po broń, która zawsze leżała pod poduszką. Mięśnie napięły się wyczekująco, w dłoni poczuł znajomy chłód beretty, nie chciał tego przed sobą przyznać ale lubił ten stan gotowości, napięcia przed walką. W mgnieniu oka był gotów wyskoczyć z łóżka i zaatakować, jego ciało było maszyną niosącą śmierć, doskonale wyszkoloną i zawsze w pełnej gotowości. Tym razem jednak nie było to konieczne. Te szmery dochodziły od sąsiadów. Uświadomiwszy to sobie, przyjemne napięcie opadło tak szybko jak się pojawiło. Skoro i tak nie zaśnie, wstał i zrobił sobie kawę. Zaciągnął się jej aromatem i zrobił łyk. Kolejna rzecz, którą lubił, codzienne rytuały. Upajając się smakiem i aromatem dopił ją spokojnie i przeszedł do kolejnego stałego punktu poranka. Włączając radio zaczął ćwiczyć. Po godzinie przestał, zmęczony, ale szczęśliwy z ich wyników. Szybki prysznic i pora ruszać w miasto. Szczelnie zamknął za sobą drzwi i wyszedł.
Powoli przechadzał się po ulicach tego szarego, brudnego miasta. Nie było w tym żadnego celu czy logiki. Po prostu szedł i tak nie miał nic lepszego do roboty. Jakby zza tafli szkła dochodziły do niego dźwięki ruchu ulicznego i rozmów mijanych ludzi. Nie zwracał na to zbytnio uwagi, w myślach znów analizował podjęte decyzje, krok po kroku zastanawiał się co mógł zrobić lepiej, co inaczej. Analizował każdą decyzję, każdy krok, sekunda po sekundzie. Jakby to sprawić, że czas ulegnie zakrzywieniu i cofnie się do tego feralnego momentu. Pozwoli go zmienić i przeżyć jeszcze raz, ale inaczej, lepiej. Przyniesie inne lepsze konsekwencje.
Komentarze
Prześlij komentarz